Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-wielblad.kepno.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server014688/ftp/paka.php on line 5
na tym, by dzieliło

dwanaście lat temu na pogrzebie Jennifer, schudł, i to sporo, jakieś osiem, a może dziesięć

na tym, by dzieliło

W głosie wzgardzonej kochanki brzmiał smutek.
Statyw był przykręcony do podłogi, ale teleskopowe nóżki mogą się okazać chwiejne w
ciekawą pracę i nadszarpniętą reputację. A co miał tutaj, w Savannah? Dwa nieudane związki, kilka przygód na jedną noc i pracę nie lepszą od tej, którą zostawił na zachodnim wybrzeżu. Teraz miał jednak szansę zrehabilitować się i rozwiązać sprawę Josha Bandeaux... odnaleźć jego zabójczynię. Zaparkował na parkingu głównego posterunku policji, wcisnął kluczyki do kieszeni i wszedł do chłodnego budynku. Odgonił od siebie resztki wspomnień z San Francisco, poszedł schodami do wydziału zabójstw, do swojego biura. W pokoju panował zaduch. Otworzył okno i wpuścił świeże powietrze, przejrzał zostawione wiadomości, sprawy do załatwienia i sprawdził pocztę elektroniczną. Zadzwonił do pani Bandeaux, ale nie było jej jeszcze w domu. Pewnie spotkała się po pogrzebie z rodziną. Żałobnicy zwykle tak robią, razem wspominają zmarłego i opowiadają same kłamstwa, jakim to świetnym był facetem i tak dalej. Kręcąc się na fotelu, Reed patrzył na budynek z czerwonej cegły po drugiej stronie placu; stary, odrestaurowany dom w stylu wiktoriańskim. Miał też inne sprawy do rozwikłania. W zeszłym tygodniu na nadbrzeżu zadźgano kogoś nożem, poza tym była jeszcze sprawa ciężko, niemal śmiertelnie pobitej kobiety i jej zastrzelonego męża. Kobieta zarzekała się, że to nie ona pociągnęła za spust. Były też inne sprawy, ale najbardziej dręczyła go zagadka Josha Bandeaux. Chociaż czuł, że Caitlyn Montgomery wie więcej, niż mówi, nie była jedyną podejrzaną. Nawet przez moment nie wykluczył innych członków rodziny. Historia klanu Montgomerych naprawdę przypominała scenariusz kiepskiej opery mydlanej. Dowiedziawszy się, co o tym wszystkim sądzi Morrisette, Reed przeprowadził własne śledztwo. Miała rację, jeśli chodzi o pieniądze. Plotki o chorobach psychicznych i o kazirodztwie też się zgadzały. W kartotece policyjnej znalazł gromadzone przez lata skargi, wezwania do sądu, oskarżenia... Aresztowań było jednak podejrzanie mało, pewnie dlatego, że rodzina Montgomerych regularnie sponsorowała kampanie prokuratora okręgowego, szeryfa, kilku sędziów i prawie każdego urzędnika, który kiedykolwiek ubiegał się o jakieś stanowisko. Nawet kampanię gubernatora. Teraz będzie inaczej. Jeśli ktoś z Montgomerych zabił Josha Bandeaux, zapłaci za to. Koniec i kropka. Wyczuł obecność Morrisette, jeszcze zanim ją usłyszał. Na sekundę czy dwie, nim rozległy się jej kroki na progu pokoju, poczuł jej perfumy i papierosy. Pchnęła uchylone drzwi. Zostawiła je szeroko otwarte. Odgłosy rozmów, telefonów, kroków, urządzeń biurowych dochodzące z boksów stały się wyraźniejsze. Przeszła przez niewielki zagracony pokój i oparła się biodrem o biurko. - Jak było na pogrzebie? - A jak miało być? Pastor pomodlił się, trochę rozminął się z prawdą, wspominając Bandeaux, a potem wsadził go do ziemi. - Ze mną możesz być szczery - powiedziała, przeciągając samogłoski. - Żonka była? - Z całą rodziną. Przyszli też inni pogrążeni w smutku po odejściu Josha. - Wszyscy trzej? - spytała Morrisette, strzelając gumą. - Bardzo zabawne. W kościele była ponad setka osób, a na cmentarzu z pięćdziesiąt. - Ktoś się śmiał? - Nie. - Czuł, że uśmiecha się mimowolnie. - Naprawdę nie lubiłaś tego skurwiela, co? - Ależ skąd. Odchylił się na fotelu i podniósł brew z powątpiewaniem.
gdzie już czeka wóz patrolowy. Otwieram tylne drzwiczki.
się drzwi.
– Już słyszałam. Cały wydział aż huczy od plotek. – Hayes uniósł brew. Wzruszyła
– Wiesz, oczywiście, że miała kochanka. – Sądząc po jego zaciśniętych ustach, wiedział.
– Nie, mamo. Niczego nie widziałem, naprawdę. Nie wiem nawet, czy przeszła przez
Niech jej Bóg wybaczy, ale zrobiłaby wszystko, byle uratować życie. Tylko że i tak jej się
policję już dziesięć minut temu, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy. Niech ją zamkną i
– Wiesz co? Wydaje mi się, że nie poświęcałeś jej wystarczająco dużo uwagi za życia,
wśród tony papierów. Doszła wiadomość elektroniczna od Montoi.
Wyłączył komputer. Za piętnaście minut O1ivia skończy pracę w sklepie. Idealnie.
Nie miał co robić, a umierał z głodu. Kupił gazety i podjechał do knajpki, w której przez

Od pierwszej nocy, kiedy się kochali, Ash i Maggie

- Nigdy tego nie powiedziałam - odparła Lizzie,
i jedyny wyróżnik.
mnie czas?
się dzieckiem?
Nikos. - Przepraszam, że musisz urodzić dziecko,
- Nie dam, skarbie. - Joannę zwolniła na widok
późno.
powiedziała cicho do policjantki.
i mocno przytuleni do siebie. Kochanie się z nią to
Stała przed nim z wyciągniętą, mokrą ręką, jakby
nabierać pewności, że Lizzie potrzebuje pomocy.
- Wolę. Słuchaj, znam faceta, który może ci pomóc
Zadzwonię i uprzedzę, żeby przygotowano coś odpowiedniego
Rzeczywiście, przyznał niechętnie. Może, w części,
- Może powinienem zaprosić także Susan. Lizzie

©2019 do-wielblad.kepno.pl - Split Template by One Page Love